Maszyna odmawia współpacy

Wiedziałam, tzn. mogłam przewidzieć, że to się stanie. Maszyna już od jakiegoś czasu postukiwała, pobrzękiwała, czasem wpadała w takie wibracje, że trudno było skupić wzrok, a czasem wydawała z siebie dźwięki rozpędzającej się lokomotywy. Ale proste zabiegi jak naoliwienie i "ostygnięcię" były skuteczne i usypiały na jakiś czas moją czujność. I nagle (bo to przecież zawsze zaskoczenie) stanęła i koniec. Pan od naprawy maszyn do szycia rzucił na nią okiem, trochę pogrzebał w metalowych wnętrznościach  i stwierdził, że "się przetarła". Co to znaczy do końca nie wiem, najprawdopodobniej zabrakło jej smaru w najbardziej newralgicznych miejscach. W każdym razie moje główne narzędzie pracy pojechało do warsztatu, a ja czuję się jakoś nieswojo :). Ale nie ma tego złego... i mam czas na to, do czego trudno było się zabrać w natłoku szycia. Po pierwsze - rozejrzenie się za nową maszyną do szycia, bo za jakiś pewnie będzie to nieuchronne (Juki, Brother, Elna to moje typy), po drugie - nadrobienie zaległości, tzn. odbiór zamówionych materiałów i guzików hurtowni, po trzecie - opracowanie kilku nowych motywów aplikacji - dla chłopców.

Pirat:

Komentarze